Strona główna

Błogosławiona Józefina Sauleda Paulis

(1885–1936)

Błogosławiona Józefina Sauleda Paulis, dominikanka kontemplacyjna, jest jedną z 498 Błogosławionych Męczenników Wojny Domowej w Hiszpanii beatyfikowanych w Rzymie 28 października 2007 r. Wśród męczenników 74 osoby należały do Zakonu Kaznodziejskiego, reprezentując wszystkie jego gałęzie, tak braci (62), mniszki (1), tercjarzy świeckich (2), jak i siostry życia apostolskiego (9). W 2004 r. watykańska Kongregacja ds. [Kanonizacyjnych] Świętych aprobowała dokument, tzw. Positio o męczennikach z zakonu dominikańskiego, których procesy beatyfikacyjne prowadziła archidiecezja barcelońska od 1958 r. do 23 lutego 1963 r. W jednej z grup męczenników znaleźli się dwaj przedstawiciele trzeciego zakonu dominikańskiego świeckich: Antero Mateo García (1875–1936) i Miquel Peiro Victori (1887–1936), siedem zakonnic ze zgromadzenia sióstr dominikanek Zwiastowania: Adelfa Soro Bo (1887–1936), Otilia Alonso Gonzalez (1916–1936), Ramona Fossa Romans (1881–1936), Ramona Pergamon Vila (1898–1936), Reginalda Picas Planas (1895–1936), Rosa Jutglar Gallart (1900–1936) i Teresa Prats Marti (1896–1936), dwie siostry ze zgromadzenia dominikanek nauczycielek Matki Bożej Niepokalanie Poczętej: Maria del Carmen Zaragoza y Zaragoza (1888–1936) i Maria Rosa Adrover Marti (1888–1936) oraz mniszka dominikańska z królewskiego klasztoru Matki Bożej z Góry Syjon w Barcelonie, Josefina Sauleda Paulis (1885–1936). Wymienieni błogosławieni są ujęci w jednym Positio i ich razem czci wspólnota chrześcijan Tarracony.
Nasza nowa błogosławiona wyniesiona na ołtarze w jubileuszowym roku osiemsetlecia istnienia mniszek Zakonu Kaznodziejskiego, jest pierwszą dominikanką kontemplacyjną, beatyfikowaną jako dziewica i męczennica. Józefina Sauleda Paulis pozostaje także, jak dotąd, jedyną dwudziestowieczną dominikanką klauzurową, której Kościół pozwala na oficjalny kult u Ludu Bożego.
Bonawentura Sauleda Paulis urodziła się 30 lipca 1885 w San Pol del Mar, niewielkiej miejscowości pod Barceloną w katalońskiej wielodzietnej rodzinie Wiktoriana Sauledy i Roura i jego żony Józefy Paulin i Roura. Sauledowie byli rdzennymi Katalończykami i w swej społeczności stali wysoko: cieszyli się dobrą reputacja a przodek rodu był właścicielem fabryki tekstylnej. Na dziesiątą córkę Bonawenturę Martę Franciszkę mówiono zdrobniale Ventureta i takim też imieniem się posługiwała. Wychowywała się wraz z rodzeństwem (a państwo Sauledowie mieli dwanaścioro dzieci) w głęboko chrześcijańskiej atmosferze, gdzie sprawy religii i rozwoju życia duchowego należały do najważniejszych. Mała Ventureta została ochrzczona 5 sierpnia 1885 r., natomiast sakrament bierzmowania otrzymała już jako dwulatka,14 czerwca 1887. Wychowana w duchu katolickim Ventureta była dzieckiem o wybujałym temperamencie: bawiła się w różne gry z radością i śmiechem, wpadała też w zły humor, gdy się z kimś posprzeczała – a była dość uparta. Państwo Sauledowie edukacje córki powierzyli katalońskiemu zgromadzeniu założonemu przez bł. Franciszka Colla y Guitarda, czyli siostrom dominikankom Zwiastowania NMP, które trudniły się zwłaszcza edukacją dzieci i młodzieży. W ekskluzywnej szkole klasztornej ujawniły się zdolności małej Venturety: wykazała duże zainteresowanie i talent do muzyki, sztuki i literatury. W kolegium dominikanek otrzymała wyborne wykształcenie muzyczne. W atmosferze klasztornej pensji dorastająca dziewczyna rozwinęła wyniesionego z domu ducha modlitwy i poświęcała często swój wolny czas na cichą rozmowę z Panem przed ołtarzem w szkolnym oratorium. Ważnym dniem dla Venturety był dzień jej Pierwszej Komunii Świętej, która przyjęła 23 maja 1897 r. w wieku 12 lat. Zapamiętano, że wtedy cała była w zachwycie. Bóg zaś obdarzył jej duszę pragnieniem całkowitego wyrzeczenia się siebie. Od tego dnia jeszcze bardziej rozwijała się duchowo: wiadomo, że była wytrwała w modlitwie i przyjmowaniu sakramentów. Swoje życie duchowe i intelektualne karmiła pismami mistyka dominikańskiego, świątobliwego św. Ludwika z Granady.
Po ukończeniu szkoły sama podjęła nauczanie: stała się gorliwa katechetką uczącą Prawd Wiary młodych ludzi w parafii. Jednak, gdy Ventureta miała szesnaście lat usłyszała Boże wołanie do życia zakonnego. Posiadając czułe subtelne serce, uprzejmość i wrażliwość, uznała, że jest powołana do opieki nad chorymi. Myślała więc początkowo o tym, aby wstąpić do którejś z zakonnych wspólnot sióstr pielęgniarek, zarządzających szpitalem, gdzie z oddaniem by mogła pielęgnować chorych. Tymczasem jej najstarsza siostra, Mercedes, była już mniszką w klasztorze Matki Bożej z Góry Syjon w Barcelonie. Ona to z dużą gorliwością modliła się za swoją młodszą siostrę, która właśnie rozważała, co zrobić ze swoim powołaniem zakonnym. Tymczasem siedemnastoletnia Ventureta, szczupła, wysoka kobieta z okrągłą twarzą, zawsze gotową do uśmiechu, z oczyma pełnymi wyrazu i o jakby niewidzącym, kontemplacyjnym spojrzeniu, a także ze zrównoważonej osobowością i z dobrymi manierami, odbyła rekolekcje u sióstr św. Filipa w Barcelonie. Tam, po okresie intensywnych ćwiczeń duchowych, zdecydowała się zostać kontemplacyjną mniszką dominikańską we wspólnocie, w której żyła jej siostra, Mercedes Sauleda Paulis.
Wybrała królewski klasztor Matki Bożej z Góry Syjon w Barcelonie, który został ufundowany w sierpniu 1351 r. przez króla Piotra IV. Inicjatorka powołania konwentu była córka władcy aragońskiego doña Maria, stąd też klasztor nosi tytuł królewskiego (Real monasterio). Dnia 5 marca 1357 r. syn Piotra IV, król Jan uroczyście zainaugurował funkcjonowanie konwentu, który nosił pierwotne wezwanie pierwszego dominikańskiego męczennika, św. Piotra z Werony. W 1359 r. z powodu zagrożenia pirackiego zakonnice przeniosły się wewnątrz murów miejskich Barcelony i zamieszkały w klasztorze przy placu Świętej Anny. Następnie, w 1886 r. dominikanki przeprowadziły się do klasztoru Matki Bożej z Góry Syjon przy Rambla de Catalunya, gdzie dotknęły je skutki wojny domowej z 1936 r.. Stąd też mniszki w 1947 r. znalazły się w podbarcelońskiej miejscowości Espluguas de Llobregat. Klasztor poprzez wieki słynący ze swego prestiżu i powagi posiadał ogromny wpływ duchowy na ówczesne społeczeństwo.
W dniu 19 stycznia 1905 r. Barcelońska wspólnota mniszek dominikańskich szeroko otworzyła swą furtę przed drugą z panien Sauleda,dziewiętnastoletnią Bonawenturę. Powitalne uściski wspólnoty, zwłaszcza jej własnej siostry, Mercedes, napełniły ją wielkim pokojem. Postulantka znalazła się za klauzurą i przez dwa miesiace przygotowywała się do przyjęcia białego habitu. Obłóczyny Venturety miały miejsce 12 marca 1905; wówczas otrzymała nowe imię, siostra Józefina – przyjęła je z uwagi na imię swej matki. Odtąd dla dwudziestoletniej nowicjuszki jej klasztorna cela stałą się na zawsze świętą przestrzenią, gdzie chciała znaleźć święte spocznienie dla swojej duszy i spokojne miejsce dla studium, modlitwy i intymnego spotkania z Bogiem. Wówczas w jej klasztorze wyposażenie cel mniszek było bardzo ubogie: łóżko, stół, dwa krzesła, krucyfiks, figurka Matki Bożej i mała szafka na odzież i rzeczy osobiste. Monastyczny rozkład godzin obracał się wokół liturgii godzin, lectio divina, studium i pracy.
Poznawszy w nowicjacie reguły życia w klasztorze klauzurowym siostra Józefina, po odbyciu egzaminu została przez wspólnotę dopuszczona do pierwszej profesji. Dnia 24 marca 1906 swemu Boskiemu oblubieńcowi slubowała posłuszeństwo na trzy lata i wówczas z rąk przeoryszy otrzymała czarny welon profeski chórowej. Następnie, 12 kwietnia 1909 r. złożyła swoje śluby wieczyste uroczyste. Odtąd siostra Józefina zaczęła w klasztorze jawić się jako mniszka bezgranicznego miłosierdzia, była wielkoduszna w służbie swoim siostrom. Była kobietą pełną hartu ducha i mocnrgo charakteru. Niezwykle skuteczna w działaniu i pełna dobroci. Miała silnie określoną duchowość. Zawsze chętnie spieszyła każdej z sióstr z pomocą. Niebawem otrzymała oficjum furtianki. Ten trudny obowiązeki spełniała z radością. Dla przybywających do furty klasztornej była życzliwą. Jej subtelność i wrodzona elegancja bardzo się przydały w jej kontaktach z gośćmi klasztoru. Przez wszystkich była ceniona za swą posługę furtianki. Ona też ceniła sobie to oficjum, gdyż było ono dla niej źródłem ofiary oraz dawało możliwość czynnej miłości bliźniego, zwłaszcza tegou potrzebującego pomocy, tak materialnej jak i duchowej. Jako furtianka codziennie dawała też dowody świętości życia i była prawdziwym świadectwem życia ukrytego w Bogu. Praca na furcie była dla niej formą kaznodziejstwa. Po jakimś czasie zmieniono jej obowiązek: została infirmerką, czyli tą, która pielęgnowala chore zakonnice. To zajęcie jak najbardziej odpowiadało jej predyspozycjom, więc służyła cierpiącym zakonnicom wiernie i z wielkim oddaniem.
Delikatność i oddanie chorym, a wcześniej praca na furcie przekonały wspólnotę o niezwykłych walorach ducha i umysłu siostry Józefiny, więc dominikanki wybrały ją 21 czerwca 1929 r. swą przeoryszą. Na urzędzie przełożeńskim okazała się pełna ludzkiego ciepła, które wyrażało się w miłości siostrzanej. Była narzędziem pokoju i dobrego współżycia wewnątrz klasztoru. Służyła więc wspólnocie jako przełożona podczas dwóch kadencji, które przypadły na lata 1929–1935. Zwłaszcza będąc pzeoryszą Matka Józefina miała głęboko wyryte dominikańskie hasła: Veritas i Contemplari et contemplata aliis tradere, którymi zawsze kierowała się w swym życiu. Stojąc na czele konwentu jeszcze bardziej starała się być stonowaną, ale gorącą, zawsze przykładną i głęboko przeżywającą liturgię. Jej dojrzała duchowość miała silne cechy chrystocentryczne połączone z dającą się odczuć aspiracją do daru męczeństwa. Nie brakowało jej jako przeoryszy okazji do zademonstrowania i udoskonalenia swych cennych osobistych wartości. Gdy w 1935 r. Upłynęła jej druga kadencja przeorska, matka Józefina zostala mianowana przez nową przełożona i rade klasztorną mistrzynią nowicjatu. Wybór był wyśmienity: mało było tak młodych a dojrzałych w świętości i innych przymiotach zakonnic w klasztorze Matki Bożej z Góry Syjonu. Matce Józefinie przyszło formować nowe pokolenia mniszek w ciężkich czasach wojny domowej, która bardzo krwawym i bolesnym piętnem odcisnęła się na dziejach Hiszpanii. Przygotowywała więc siebie i swe nowicjuszki do godziny próby ich wiary. Nie musiała czekać z tym długo. Stwórca obdarzył ją pragnieniem przelania krwi do ostatniej kropli za swego Boskiego Oblubieńca. W czasie prześladowań religijnych i tragicznej wojny roku 1936, kiedy Hiszpania stałą się poligonem dla wojującego ateizmu pod sztandarem komunizmu, klasztor dominikanek przy Rambla de Catalunya 119 w Barcelonie został 21 lipca napadnięty, a kościół podpalony. Mniszki zmuszone były bezczynnie patrzeć jak ogień i ludzka nienawiść obracają w popiół cenne ołtarze i liczne dzieła sztuki zgromadzone w blisko sześćsetletnim kościele i klasztorze. W milczeniu też obserwowały, jak tłum rabuje klasztor. W takiej sytuacji siostry musiały w swieckich strojach poszukać sobie schronienia. Ówczesna przeorysza, osoba wiekowa nie była w stanie niczego przedsięwziąć: sytuacja ją przerosła. Wówczas matka Józefina, która zachowała zimną krew w dramatycznych i nioebezpiecznych okolicznościach skutecznie zadbała o umieszczenie sióstr w odpiwiednicjh dla nich miejscach ukrycia. Część mniszek pochodzących z Barcelony i okolicznych miejscowości udało się szybko poumieszczać w schronieniach. Problemem okazało się ukrycie nowicjuszek pochodzących z dalszych stron oraz grupki starych, chorych i złożonych niemocą zakonnic. Wszystkim problemom musiała sama stawić czoła. Jedynie Bóg wie jakie kroki i decyzje podjęła matka Józefina nie mając żadnych środków materialnych. Chociaż wiedziała, że jest rozpoznana jako zakonnica i śledzona nie stchórzyła. Zniosła pogardę i lekcewarzenie patrząc, jak zamykają się przed nią drzwi, ponieważ jej obecnośc była dla innych niebezpieczna. Nieustraszona i ufna w pomoc Bożą nie ustała dopóki bezpiecznie nie ulokowała wszystkich sióstr. W ten czas jej miłość i wyrzeczenie osiągnęły szczyty świętości.
Gdy już wszystkie zakonnice znalazły schronienie zdecydowała się ukryć w rodzinnym domu w San Pol de Mar, gdzie bliscy z ogromnym niepokojem na nią czekali. Jednak w momencie, gdy matka Józefina, mistrzyni nowicjatu klasztoru syjońskiego dominikanek barcelońskich udawała się w drogę została zadenuncjowana i aresztowana 31 sierpnia przez czerwonych milicjantów. Jako zakonnicę i katoliczkę wkrótce potem poddano ją przesłuchaniom, po których nastąpiły wolne i niewyobrażalne w swym okrucieństwie tortury. Wszelkie trwające pół dnia katusze matka Józefina zniosła mężnie z imieniem Chrystusa Króla na ustach – zawołanie E viva Cristo Rei! podczas wojny domowej stało się okrzykiem z którym z rąk komunistów umierali wyznawcy Chrystusa. Przesłuchiwana nieustannie, otrzymała zaledwie szklankę wody do picia. Tortury zniosła z stoicyzmem, na jaki może się zdobyć jedynie miłujący bez granic. Dochowała obowiązującej ja tajemnicy, żadnej z sióstr nie wydała. Gdy oprawcy zorientowali się, że przed nimi stoi kobieta mężna, która nawet na zdziczałych komunistach zrobiła wrażenie, zdecydowali się ją wyprowadzić w środku nocy.Nigdy nie dowiemy co wówczas się działo. Tajemnicą okryte zostało męczeństwo żyjącej w ścisłej klauzurze światobliwej mniszki. O brzasku nowego dnia cierpienie jej ukoronowane zostało męczeństwem (została rozstrzelana). Kiedy umierała, modliła się za ojczyznę, przebaczyła swoim prześladowcom i polecała Bogu wszystkich, którzy tak samo jak ona umierali jako męczennicy. Jej zmasakrowane zwłoki (zwłaszcza twarz była zmasakrowana), całe zakrwawione i straszliwie zniekształcone w torturach, zostało później odnalezione przez rodzinę na hipodromie pod Barceloną. Ciało zabrano do szpitala, gdzie zostało zidentyfikowane i przygotowane do pochówku. W dniu 23 czerwca 1950 przekazano szczątki matki Józefiny dominikankom z jej wspólnoty i spoczęły na cmentarzu królewskiego klasztoru Matki Bożej z Góry Syjon w Espluguas de Llobregat pod Barceloną.
Po przeprowadzeniu procesu beatyfikacyjnego matka Józefina Sauleda Paulis OP została beatyfikowana wraz z 497 Towarzyszami w męczeństwie przez Jego Świątobliwość Papieża Benedykta XVI dnia 28 października 2007. Kościół odtąd oddaje publiczną cześć błogosławionej Józefinie 6 listopada.

Piotr Stefaniak, grudzień 2007